5
Products
reviewed
568
Products
in account

Recent reviews by ADMS7

Showing 1-5 of 5 entries
53 people found this review helpful
11 people found this review funny
22.4 hrs on record (20.5 hrs at review time)
Gdyby kazano mi kupić tę grę drugi raz, nie wachałbym się ani chwili.

W Spintires gram od paru dni i świadom jestem tego, że nie znam wszystkich jej aspektów. Postaram się jednak opisać dotychczasowe przeżycia. Zacznę od tego, co mnie w tej grze urzekło - niesamowitej, sensownej kooperacji wszystkich członków załogi.


Wczesny ranek. Wszyscy odpaliliśmy silniki. Wybraliśmy ciężarówki D-535, gdyż mają potężną moc silnika i świetnie radzą sobie na większości tras. Sunęliśmy powoli jeden za drugim w milczeniu.
Tuż przed nocą dotarliśmy do warsztatu, gdzie podzieliliśmy się zadaniami i sprzętem. Jeden z nas wybrał cysternę z paliwem, gdyż droga przed nami była długa, a D-535 piją paliwo jak smoki. Dwóch kolejnych zamontowało przyczepy do średniej długości kłód drewna. Mi przypadła rola operatora dźwigu, którym ładować mieliśmy kłody na ciężarówki. Zaraz po wyruszeniu z warsztatu zahaczyliśmy o stację paliwową, by nie tracić zapasów z cysterny.
Teraz zostało nam tylko dotrzeć do składu drewna. Droga była długa, ale przyjemna - nikt nie narzekał, obyło się także bez potrzeby używania wyciągarki, bo ciężąrówki sunęły gładko po trasie. Późnym rankiem dotarliśmy do składu drewna. Chłopaki podstawili ciężąrówki i w oczekiwaniu na załadunek, mieli okazję trochę odpocząć. Tu zaczęła się moja rola. Operowanie dźwigiem jest trudne i nierzadko irytujące - zwłaszcza, gdy przyczepa, na którą należy załadować drewno, ustawiona jest pod niewłaściwym kątem w stosunku do dźwigu. Niekiedy trzeba się mocno nagimnastykować, by dokończyć robotę.
Załadunek zakończył się późną nocą. Cysterna okazała się błogosławieństwem, gdyż w połowie trasy do miejsca rozładunku drewna, zaczęło się nam kończyć paliwo. Jazda z pełnym załadunkiem jest dużo trudniejsza i nierzadko musięliśmy stawać, by wyciągać się nawzajem z błota lub rowu. Wyciągarki spisały się doskonale. W końcu, koło południa, dotarliśmy do celu. Misja wykonana, a zabawa od początku do końca była świetna.


Oto jedna z setek historii, które można kreować na swój własny sposób. Na dłuższą metę gra może wydawać się wtórna i mało rozbudowana. Fakt - jeżdżenie z drewnem z punktu A do B przy dzisiejszych superprodukcjach wydaje się słabe, ale wierzcie mi, dawno się tak dobrze nie bawiłem.

Ocena: 8 / 10 i czekam na więcej.
Posted 6 December, 2015. Last edited 12 July, 2016.
Was this review helpful? Yes No Funny Award
2 people found this review helpful
7.2 hrs on record (5.9 hrs at review time)
Insurgency to taktyczny first person shooter, w którym wcielamy się w członka dzielnego oddziału. Gra dzieli się na misje kooperacyjne, w których stawiamy czoła botom, a także na typowy multiplayer, gdzie toczymy bitwy z innymi graczami. Ja póki co grałem tylko misję kooperacyjne, które mnie zachwyciły.
Co jest takiego wspaniałego w Insurgency? Mechanika i wgniatający graczy w ziemię nacisk na współpracę. Nie uświadczymy tutaj bandy szaleńców z karabinem biegających po całej mapie. Tutaj oddzielenie się od oddziału zwykle kończy się śmiercią. I to niezbyt dumną śmiercią, gdzie po pokonaniu morza przeciwników, nasz superbohater pada na ziemię w blasku chwały. W Insurgency wystarczy jeden celny strzał przeciwnika, by nasza postać wyzionęła ducha. A przeciwników jest dość sporo.

Ok, po tym dość nietypowym wstępie, przejdźmy do rzeczy. Co mi się w grze najbardziej podoba:
  • BARDZO ograniczony HUD - brak celownika (!), brak informacji o pozostałych kulach w magazynku (trzeba sobie liczyć, bo przeładowanie nie jest automatyczne), brak wskaźników nad głowami kolegów z drużyny (a postrzelenie naszego ziomka może zakończyć się dla niego śmiercią)
  • bardzo ciekawie pomyślany respawn graczy - odradzasz się dopiero, gdy pozostali przy życiu gracze przejmą KOLEJNY punkt kontrolny
  • wbudowana komunikacja głosowa, która jest wręcz obowiązkowa, jeśli chce się cokolwiek wygrać
  • wysoki poziom trudności - to nie CS:GO - tu na domyślnej trudności botów nasza drużyna, choć dość dobrze zorganizowana, ugrała zaledwie 2 rudny na 10
  • bardzo ciekawa customizacja wyposażenia (karabiny, pistolety, strzelby, celowniki, latarki, noktowizory (baaardzo przydatne na nocnych mapach), lasery, dwójnogi, lufy, uchwyty, tłumiki, magazynki, naboje, pasy wyposażenia, kamizelki, materiały wybuchowe (bez nich nie da się wysadzać ważnych obiektów w misji)

Pograłem jedynie 4 godziny, poznałem zaledwie parę naprawdę ciekawych map i trybów gry, ale już teraz wiem, że ta gra jest niesamowita. Must have!
Z czystym sumieniem 8,5 / 10
Posted 6 November, 2015. Last edited 6 November, 2015.
Was this review helpful? Yes No Funny Award
6 people found this review helpful
57.7 hrs on record (10.0 hrs at review time)
Otrzymałem zadanie przekazać Balgruufowi Większemu - jarlowi Białej Grani - wieść o ataku smoka. W drodze do miasta zostałem zaatakowany przez grupę bandytów, którzy rozbili obóz niedaleko drogi. Byłbym zginął, gdyby nie patrolujący okolicę strażnik Białej Grani, który pomógł mi w walce z napastnikami. Postanowiłem przeszukać obóz. W skrzyniach nie znalazłem nic wartego większej uwagi: trochę złota, stare ubrania, zwykły sztylet. Miałem już opuszczać obóz i kontunuować wędrówkę na spotkanie z Balgruufem, gdy ujrzałem za skałą pięknego konia. Skoro bandytom już się nie przyda, to czemu by nie skorzystać z okazji?
Podróż konno znacznie przyspieszyła moją wędrówkę, aczkolwiek i tak złapała mnie noc. Zachwyciłem się piękną zorzą polarną, która spowiła całe gwiaździste niebo. W końcu dotarłem do Białej Grani. Skierowano mnie do pałacu jarla Balgruufa - Smoczej Przystani. Będąc już w komnacie jarla, po raz kolejny otarłem się o śmierć, gdyż jego straż przyboczna nie chciała mi wierzyć, że przynosze ważne wieści na temat ataku smoka. Na szczęście sam Balgruuf nakazał, abym podszedł bliżej i opowiedział wszystko, co wiem.
Balgruuf zaprowadził mnie do swojego nadwornego maga, Farengara, który zlecił mi odnalezienie cennego artefaktu - Smoczego Kamienia - który, jak twierdzi mag, jest źródłem cennych informacji o smokach. Farengar nakazał mi udać się do Czarnygłazu, więc nie czekając długo, opuściłem Białą Grań.
U podnóża góry natknąłem się na dwóch gigantów, którym moja obecność wyraźnie się nie podobała. Walka z nimi była bezcelowa. Musiałem ratować się ucieczką. Podczas wędrówki przez jaskinię, natknąłem się na bandytów, którzy zapewne chcieli zdobyć Smoczy Kamień. Kiedy się z nimi rozprawiłem, ruszyłem dalej przez jaskinię. W dali było słychać krzyki jakiegoś mężczyzny. Okazało się, że napotkani wcześniej bandyci byli jego towarzyszami, a on sam został schwytany przez olbrzymiego pająka i owinięty w jego sieć. Walka z olbrzymim pająkiem była niesamowita. Przewagę w walce dały mi moje niewielkie w stosunku do pająka rozmiary oraz umiejętności w posługiwaniu się magią. Chowając się za szczeliny w jaskini, używałem zaklęcia płomieni, by w końcu bestia padła, skwiercząc przypalana ogniem.
Schwytany przez pająka łowca skarbów posiadał klucz do komnaty, w której znajdował się Smoczy Kamień. Gdy tylko go oswobodziłem, uciekł w głąb jaskini. Niestety, daleko nie zaszedł, gdyż padł ofiarą Draugrów - nieumarłych wojowników, strzegących tajemnic Czarnygłazu. Po dość ciężkiej walce z Draugrami, przeszukałem ciało nieszczęśnika. Znalazłem Złotego Szpona oraz dziennik zabitego.
Ruszyłem dalej. W końcu dotarłem do kamiennych wrót. Jednak otworzenie ich nie było takie proste, bowiem na wrotach znajdowały się kamienne okręgi, na których znajdowały się różne symbole, a te należało odpowiednio ustawić, by wrota się otworzyły. Wtedy przypomniałem sobie, co przeczytałem w dzienniku tego łowcy skarbów: "Lecz ten, kto posiada Złotego Szpona, ma rozwiązanie jak na dłoni.". Postanowiłem się bliżej przyjrzeć kluczowi. Okazało się, że są na nim te same symbole, co na wrotach. Ustawiłem je w identyczny sposób. Udało się. Jednak po wejściu do komnaty, przyszło stanąć mi do walki z potężnym Draugrem. Po ciężkiej walce, zdobyłem w końcu Smoczy Kamień.
Wędrując spowrotem do Białej Grani, po drodze zaczepił mnie pewien Argonianin. Chciał sprzedać mi pewien narkotyk, lecz odmówiłem, mówiąc, że to nielegalne. Argonianin uznał, że wydam go strażnikom i próbował mnie zabić. Kilkoma machnięciami miecza obaliłem go na ziemię. Począł prosić o litość, więc go zostawiłem i ruszyłem dalej. Jednak ten wstał i zaatakował mnie ponownie i ponownie padł na ziemię. Tym razem na dobre. Takim sposobem zdobyłem narkotyk oraz inne dziwne substancje za darmo.
Dotarłem do Białej Grani. Przekazałem Smoczy Kamień Farengarowi.

To dopiero samiuśki początek gry, a już czuję się, jakbym został pochłonięty przez świat Skyrima. Ocena 9,5 / 10
Posted 24 June, 2014. Last edited 24 June, 2014.
Was this review helpful? Yes No Funny Award
11 people found this review helpful
27.5 hrs on record (18.2 hrs at review time)
Według mnie jest to najlepsza odsłona serii DiRT. Oprawa audiowizualna stoi na bardzo wysokim poziomie, a optymalizacja gry jest świetna. Nawet na moim, starym już PC-cie mogę przy najwyższych detalach graficznych nagrywać DiRT-a w HD.
Rajdy w Finlandii przypominają stare dzieje, gdy młóciło się w Colina McRae 2.0, a zadania takie jak palenie gumy wokół słupków, drift, szalone zabawy na torach przypominają, że jesteśmy w grze pod tytułem DiRT.
Tryb multiplayer dzieli się na sieciowy oraz lokalny dla dwóch graczy (splitscreen). Zaskoczyła mnie róznorodność trybów gry. Największą uwagę przykuł tryb zombie. Coś w stylu berka: gracze uciekają przed innymi, a gdy goniący stuknie w nasz samochód, dołączamy do goniących. Gra kończy się, gdy upłynie wyznaczony czas lub gdy wszyscy uciekający zostanią schwytani. Emocje i adrenalina gwarantowane!
Moja ocena: 9/10
Posted 9 May, 2014. Last edited 3 August, 2014.
Was this review helpful? Yes No Funny Award
6 people found this review helpful
1 person found this review funny
0.2 hrs on record (0.2 hrs at review time)
Gra nie posiada trybu multiplayer, a gameplay sugeruje, że takowy mieć powinna. Na dodatek dużo lepsze gry są udostępniane za darmo. Gra sama w sobie jest OK - latanie dziwaczną maszyną i toczenie walk z innymi dziwacznymi maszynami lub ogromnymi robakami jest ciekawe, ale gdy po raz pierwszy uruchomiłem grę, zszokowałem się tym, że to NIE jest darmowa gra. 1,99€, które chcą za grę twórcy, można wydać na sto innych, dużo lepszych sposobów. Dopóki gra nie doczeka się trybu multiplayer, przejścia na free2play, to więcej, jak 3 / 10 ode mnie nie otrzyma, gdyż stosunek ceny do samej gry jest mimo wszystko niewłaściwy.
Tak, czy siak - polecam, gdyż całkiem fajnie się wymachiwało tym łańcuchem, by strącić przeciwnika.
Posted 7 May, 2014.
Was this review helpful? Yes No Funny Award
Showing 1-5 of 5 entries